Środa, 21 lipca 2010, godz. 11:12
Album tygodnia (do wygrania!): Mathew Jonson

Mathew Jonson – Agents Of Time
(Wagon Repair)

http://www.radiodeea.ro/phps/images/stories/2010/march_2010/agents_of_time_by_mathew_jonson.jpg


Cobblestone Jazz na ostatniej płycie udowodnił, że minimalistyczna elektronika może brzmieć arcyciekawie. Panowie przy użyciu kilku zaledwie dźwięków, w tym charakterystycznych dla CJ vocoderowych wokalnych wstawek, potrafią zmontować całość, która bynajmniej nie jest nudna czy monotonna. Świetne wyczucie jeśli chodzi o aranż i błyskotliwe, wysmaczone zestawienie dźwięków to największe atuty drugiego albumu CJ. Mózgiem projektu Coblestone Jazz jest zdecydowanie Mathew Jonson, którego jeszcze ciepła, solowa, debiutancka (!) płyta jest do wygrania w naszym konkursie.

http://www.higher-frequency.com/j_party_report/september06/23yellow/big01.jpg

Na rynku pojawia się mnóstwo rozmaitych albumów, jednak zawsze jest kilka wyczekiwanych, które są dużym wydarzeniem jeszcze przed oficjalną premierą.
Jonson to muzyczne zjawisko i intrygujący, oryginalny styl. Na „Agentach czasu” słychać, że jest to hi endowy poziom, że mamy do czynienia z nietuzinkową postacią, która nie odcina kuponów od swojego dorobku. Wciąż pojawiają się subtelne melodie, niepowtarzalny groove, a wszystko jakby nabrało powietrza. Jonson wciąż brzmi świeżo, nawet starsze produkcje, jak „Marionette” są jak najbardziej aktualne i potrafią przywalić mroczną, tajemniczą atmosferą z potężnym rozmachem. Niby minimal, niby niewiele się dzieje, a jednak głębia brzmienia, mnogość gatunkowa i dźwiękowa (porównajmy choćby down tempowe, mroczne „Night Vision” i „Sunday Disco Romance” w klimacie… disco) sprawiają, że dochodzimy do wniosku, iż pan Jonson to bez wątpienia chodząca, muzyczna encyklopedia. Jednak zaskakujące jest, że więcej na AOT sennych, magicznych, samotnych i smutnych produkcji niczym u Boards Of Canada. Surowa, zimna elektronika w czystej postaci.

8/10 (Marcin Piątyszek)

Konkurs! Do wygrania album Jonsona. Pytanie konkursowe: najlepszy kawałek w dorobku Mathew Jonsona. Wpisujecie też nazwiska albo adres mejlowy.

 


Agents of Time

Wasze komentarze do wpisu

~b / 21 lipca 2010, godz. 11:18

oczywiście jest to Symphony For The Apocalypse: New Age Revolution!
Bartek Kajdasz

CROSSROADS / 21 lipca 2010, godz. 13:59

Symphony For The Apocalypse!!!!


crossroads18@wp.pl

~marcin / 21 lipca 2010, godz. 14:34

When love feels like crying!

marcinchojnowski1@o2.pl

remohl / 21 lipca 2010, godz. 14:56

Zdecydowanie Mathew Jonson - Marionette ten kawałek jest przepiękny. remohl@op.pl

~Gucia23 / 21 lipca 2010, godz. 15:11

Mathew Jonson - Decompression

Agnieszka Janczyńska

~Funkybaki / 21 lipca 2010, godz. 17:16

Symphony For The Apocalypse - arcydzieło!!

funkybaki@wp.pl

btw. album jest świetny.

RomeY / 21 lipca 2010, godz. 19:07

nie będę oryginalny, najbardziej się podoba:
Symphony For The Apocalypse

~czarli@o2.pl / 21 lipca 2010, godz. 20:32

A mi się najbardziej podoba Magic Through Music w sumie można by go opisać słowami magic through music :) Zawsze mnie odpręża po ciężkim dniu jest jak meskalina, kojarzy mi się z kivi foundation.

Czarek

~Irfn / 21 lipca 2010, godz. 21:57

jak najlepszy to tylko "Symphony For The Apocalypse"

Krzysztof Cenkier
interfusion@o2.pl

~kamil / 22 lipca 2010, godz. 17:19

Mathew Jonson - Marionette

psck@poczta.onet.pl

~Emma / 24 lipca 2010, godz. 21:10

Mathew Jonson - Marionette

domininka90@wp.pl

D. Tomkowiak

~KRS / 26 lipca 2010, godz. 14:58

Love letter to the enemy :)

krystian.wieczorek2@gmail.com

Dodaj swoją opinię



Kod weryfikacyjny: captcha

Podpis:

Magda: jestem Polką!

O Magdzie i innych światowej sławy artystach z polskimi korzeniami.

Festiwalowe szaleństwo 2010

Najlepsze klubowe wydarzenia tegorocznego lata w Polsce i na świecie.

Faithless

Ekskluzywny wywiad z Maxi Jazz dla polskiego DJ Maga

Powrót do Detroit

Historia gatunku od którego prawdopodobnie wszystko się zaczęło.