Środa, 18 sierpnia
Recenzja "Vulgarian Knights", albumu niemieckiego septetu Feindrehstar

W wielkim jak Niagara oceanie muzyki elektronicznej czas na małą przerwę i zwrot percepcji słuchu w kierunku zjawisk o akustycznym wydźwięku. Bez wątpienia dobrym przykładem na tego typu aktywność będzie siedmiosobowy niemiecki band Feindrehstar. Zwycięzcy Creole World Music Prize w Niemczech w 2009 roku, zostali zauważeni trzy wiosny wcześniej za sprawą singla Dancetrack na Sonar Kollectiv. 

Po czterech latach pracy przyszedł moment na wypuszczenie pełnego albumu który wyprodukował Jackmate aka Soulphiction w berlińskim studiu Jazzanovy. Brzmienie Freihdrestar to skrzyżowanie Fela Kuti i Henrika Schwartza ukształtowane przez wirtuozów trąbki, saksofonu, gitary basowej, perkusji, klasycznego rhodesa wraz z dopełniejącymi elementami skreczu i samplingu. Jak powtarzają artyści „jest to granie muzyki klubowej w tradycyjny sposób czyli na instrumentach“ czyli tworzenie nowego zjawiska zwanego „Krautclabem“. 

Na Vulgarian Knights posłuchamy dziesięć kompozycji zabarwionych nu-jazzem, broken beatem w mieszance z klasyczną rytmiką soulu i bluesa. Do najbardziej wyrazistych utworów trzeba zaliczyć groowujący a nawet odrobinę psychodeliczny Arabikana, niczym soundtrack z detektywistycznego serialu Turkyemsbour, oraz downtempowo-nostalgiczny Vulgarian Knights. Wielowątkowość albumu nie pozwala na konsternację czy nudę, do tego afroamerykański klimat całości zapewni dynamikę do tupnięcia nogą lub dobre tło dla dłuższego romansu z tequilą sunrise.


@ Beatport

Official Trailer
  komentarze: 1
Wtorek, 17 sierpnia
Nowa EP od Bedrock

Label Johna Digweeda zbliża się w szybkim tempie do okrągłej liczby stu pozycji - postanowiliśmy przybliżyć Wam jedną z ostatnich releasów tego wydawnictwa.

Luis Junior – BG – Bedrock 91

Bedrock dość obficie raczy nas singlowymi wydawnictwami, przez co lato, oprócz paraliżującego upału, obfituje bogactwem sonicznych delikatesów. Dziewiędziesiąte pierwsze wydawnictowo Bedrocka należy do Luisa Juniora który zadebitutował u Digweeda singlem "Colache" na Bedrock Digital. Luis Junior to w rzeczywistości Luis Vaquera Garcia, dobrze znany hiszpański DJ radiowy i klubowy. 

W oryginalnej wersji BG mamy do czynienia z dziesięciominutową formą gigantycznego jednostajnego basu,na kształcie którym bazuje większość produkcji z kręgów psychedelic trance - tutaj oczywiście puls jest wolniejszy. Na basowym kręgosłupie powoli buduję się typowy nostalgiczno-epicki, bedrockowy temat oraz powolne, przyczajone narastanie. Świetna pozycja, ukazująca że progressive house wciąż nie zaczął pożerać swojego ogona. Numer dwa to tech funkowy, enegetyzujący remiks Jimmiego Van M Baboopa. Ocierający się o minimalne wpływy zacieśnia formułę, dostarczając parkietowej elektryki. Ostatnie interpretacja kanadyjczyka Richiego G, głebsza, dubbująca, ale niestety nudzi.

6/10

Elf – (Bartosz piwowar)


BG - Beatport
  komentarze: 1
Środa, 14 lipca
Recenzja potrójnego Digweeda

John Digweed - Structures
(Bedrock)

 

John Digweed co roku wydaje pakiet ukazujący czym jest i jak brzmi w tej chwili Bedrock Records. Do najnowszej odsłony "Structures" John wybrał 33 utwory, w których znajdziemy najnowsze pozycje z katalogu Bedrock oraz mnóstwo publikowanych remiksów wyłącznie na Bedrock Eleven. Całość arsenału została zmiksowana na dwóch dyskach z czego jeden jest pierwszym ogólnodostępnym miksem Digweeda na żywo, nagranym na dziewiątej edycji imprezy Bedrock / Creations Party w Maiami w klubie Vagabound. W perfekcyjnie dostrojonym i zmiksowanym zestawie posłuchamy wielko parkietowe kreacje takich tuzów jak Christian Varela, Guy J, Christian Smith, Quivver, King Unique, Nick Warren, Mutant Clan, John Digweed i Nick Muir oraz wschodzących talentów jak Rowdent, dobrze znany z psy transowych i minimalowych kręgów Ibizy Dimitri Nakov, Ian O' Donovan, Sian, Louis Junior oraz kilka doskonałych remiksów od Nica Fanciulli, Peta Hellera, irlandzkiego duetu Psycatron i wielu innych.

http://www.electronic-sets.com/imagenes/john-digweed.jpg

Pierwszy dysk to studyjny mix spokojnie budujący napięcie dawką lżejszego progresywnego housu opartego na epickich, szeroko zaaranżowanych konstrukcjach. Momentami zachacza o infantylne melodie, by po chwili złapać w strefę oszczędnych abstrakcji oraz finalnie wcisnąć na fale tłustego basowego pulsu. Live mix z pewnością niesie większą dozę dramaturgii i energii, potężne pompowanie, przestrzeń oraz balansująca całość melodyka to oczywiście świetnie wypielęgnowany znak firmowy Digweeda. Po oszołamiającej injekcji sztandarowych Bedrocków czas na dysk numer trzy, DVD na którym znajdziemy fantastycznie dopełnienie "Eye Of The Storm", film dokumentujący tournee Digweeda po Ameryce Południowej produkcji niejakiego Pablo Casacuberty. Materiał nie jest jedynie zbiorem ekscytująch momentów z imprez czy interesujących plastycznie impresji, seria wywiadów z Johnem z pewnością pozwoli fanom spersonifikować jego sylwetkę , jak pisze autor filmu:"Mam nadzieje że ostateczny obraz, bądź co bądź eksperymentalny, pozwoli fanom poczuć klimat prywatnej rozmowy z Johnem przez co będą go mogli poznać lepiej". Structures jest bez wątpienia pozycją nie-do-ominięcia dla zwoleników Digweeda, jednak każdy, kto ceni jakość i nie zamyka się w dusznym kokonie gustów powinien sprawdzić na jakim poziomie moźe oscylować tak zwany "underground":).  

 

7/10 Elf (Bartosz Piwowar)


Mutant Clan - In and Amp (Vincenzo Remix)

Structures Minimix

Digweed i Muir w remiksie Baileya
  komentarze: 10
Czwartek, 1 lipca
Album tygodnia: The Timewriter

The Timewriter – Tiefenschön
(Plastic City)



„Tiefenschön” to intencjonalny ukłon w stronę klasycznie rozumianego tech house’u. Tytuł, który w wolnym tłumaczeniu brzmi „Urokliwa głębia”, jest obarczony tak dozą pretensjonalności, jak i konkretnym zobowiązaniem. Wystarczy jednak chwila, by przekonać się, ile rzeczywiście dzieli „Tiefenschön” do nastroju ostatnich albumów Timewritera, a szczególnie – „Soulstickers”. Jest bowiem nie tylko oszczędniejsze w momenty skoczne i spontaniczne, ale jednocześnie mniej czytelne czy – po prostu - mgliste. Pomimo rosnącej otwartości klubów na  tak powracające brzmienia, jest także utworem wiarygodnym, bo pochodzącym prosto od muzyka, który od kilkunastu lat niezmiennie wierny jest swojej wizji house’u.

8/10 (Hubert Maćkowiak)


Fragment albumu
  komentarze: 7
Piątek, 4 czerwca
Albumy tygodnia: Groove Armada vs. Audio Bullys

Audio Bullys – Higher Than The Eiffel
(Cooking Vinyl)

http://www.tuzbuzz.com/wp-content/uploads/Audio-Bullys-%E2%80%93-Higher-Than-The-Eiffel-2010.jpg

Groove Armada – Black Light
(Kartel)

http://muzyka.stereo.pl/skany/1024/4/4/1/5/9/3/441593.jpg

Podwójne zaskoczenie z Wysp. Dwa duety i dwa albumy, które zaskakują nie tylko fanów artystów, ale są dużym, nowatorskim wydarzeniem muzycznym. Groove Armada to przede wszystkim mnóstwo rockowych utworów klimacie The Blondie czy Davida Bowiego, ze szczyptą elektro pazura. Mnóstwo tu również glamu, elektrycznych gitar, elektronicznych bitów, syntezatorowych melodii i rewelacyjnych wokali. Panowie dzięki intratnym kontraktom sponsorskim paradoksalnie zyskali coś wyjątkowego – wolność artystyczną. Tym albumem dali znać, że potrafią stworzyć coś, co genialnie brzmi w radiu, ale też i w domowym zaciszu, samochodzie, ale w większości przypadków raczej nie na imprezie. Królowie parkietów uspokoili się, jakby stonowali i rozmarzyli. „Just For Tonight” czy „I Won’t Kneel” to świetne, acz melancholijne, „ejtisowe” utwory, dzięki którym duet udowadnia, że „ma nosa” do aktualnych trendów.


Audio Bullys to mistrzowie hitów. Pamiętne pompujące „We Don’t Care” czy „Bang Bang” z wokalem Nancy Sinatry to imprezowe sztosy. Dlatego tym większym zaskoczeniem jest utwór promujący nowy album – „Only Man” to produkcja elektro-rockowa w dość wolnym tempie. Jednak mocne, dynamiczne, bezkompromisowe bity, które wraz z wokalem Simona Franksa wciąż są wizytówką duetu. Znajdziemy też tu jednak kilka „ballad”, a trzeba przyznać, że panowie za ten gatunek zabierać się nie powinni. Niemniej trudno o bardziej esencjonalne dokonania lepiej oddające dla brytyjskie brzmienie i londyński klimat.
Nowe dźwięki w wykonaniu duetów dziwią, przede wszystkim przez spory pierwiastek rockowy. Trudno pcenić, czy to chwilowy trend, czy stała tendencja, jednak owa fuzja to zdecydowanie eksperyment udany.

GA – 8/10
AB – 7/10

(Marcin Piątyszek)


Audio Bullys

Groove Armada
  komentarze: 5
Wtorek, 25 maja
Album tygodnia: Chloe

Chloe – One in Other
(Kill The DJ)

Chloe - One in Other

Fenomenalny krążek, a może mam po prostu do niej słabość? „One in Other” słucham na okrągło od tygodnia i nie mogę przestać – muzyka Chloe wciągnęła mnie i opętała. Niezwykle dojrzała, dojrzała i zmysłowa płyta, nowy album Ellen Allien kładzie na łopatki. Ale też Chloe pozwoliła sobie na dużo – w tę bogatą stylistyczną mieszankę trzeba się wsłuchać, dać jej i sobie czas na poznanie jej mrocznych zakamarków, przeniknięcie w jej gęstą armosferę. Każdy numer jest inny, każdy na swój sposób absorbujący, zaskakujący, radujący duszę, czasem też ciało. No właśnie – tylko czasem, bo w większości to jednak album do słuchania, kontemplacyjny czy pejzażowy. Na każdym kroku jednak intrygujący paletą nieszablonowych dźwięków i rozwiązań. Najbardziej dynamiczne są „Diva” i „Fairgame”, ale nawet tu daleko jesteśmy od zwykłych, tanecznych rytmów i konstrukcji. Naprawdę trudno przejść obok tej płyty obojętnie – sprawdźcie koniecznie, czy na was również zadziała ta wielobarwna i pełna fantazji muzyczna mikstura.

9/10 (Marcin Żyski)

P.S. To jedna z płyt objętych właśnie promocją na Beatporcie, naprawdę warto wydać te dwadzieścia kilka złotych...

Go to Beatport.comGet These TracksAdd This Player

Odsłuch albumu
  komentarze: 4
Wtorek, 11 maja
Album tygodnia: Flying Lotus

Pamiętam jak dziś, jak zapewne niektórzy stali i uważni czytelnicy DJ Magazine Polska, jak nasz recenzent zachwycał się krążkiem "Los Angeles" Flying Lotusa, który według wielu specjalistów był czymś zupełnie nowym i fascynującym. Sprawdźcie co ten sam Marcin sądzi na temat drugiej płyty Lotusa, która właśnie się ukazała. Oto przedpremierowa recenzja:

Flying Lotus - Cosmoggramma
(Warp)

http://www.flying-lotus.com/cosmogramma/images/Cosmogramma-650.jpg

Żywe instrumenty strunowe, afrykańskie, ludowe rytmy bitowe, pierwotne, pradawne dźwięki zaprzęgnięte do zupełnie nowej konwencji rodem z XXI wieku. „Cosmogramma” to album i jednocześnie spójny, płynny set. Niczym żywy organizm pulsuje jakąś nieznaną dotąd energią, pełną żywych, ale i mrocznych, pastelowych kolorów. Elektroniczne wygibasy tego pana przywodzą na myśl eksperymenty czarnych muzyków jazzowych. Potężne atuty Lotusa to swobodne operowanie konwencjami i luźne poruszanie się po muzyce, bez względu na to, czy to dźwięki symfoniczne, funkowe, housowe, trip hopowe, 8-bitowe, soczyście syntezatorowe, czy jakiekolwiek inne, które sobie wymyślicie. Powstało esencjonalne brzmienie, które zawiera w sobie dubstepowe połamanie, madlibowy, blue notowy groove, funkowy żywioł i tę unikalną, świeżą, miejską energię. To zdecydowanie dźwięki wielkiego miasta. Bez mrugnięcia okiem producent miksuje wszystko ze wszystkim, a sama muzyka brzmi dzięki temu jak gęsta, pożywna zupa z wielkiego gara, powstała z tysiąca składników. Pozorny chaos układa się w ścisłą całość, z bałaganu wytwarza się urzekająca harmonia, a z zagęszczenia dźwięków wyłania, mieniąca się feerią barw całość. Nawiązując do debiutu i rozwijając skrzydła, Lotus, unika kryzysu drugiego albumu i zadomawia się na dobre w ścisłej czołówce największych innowatorów muzycznych XXI wieku. 

9/10 (Marcin Piątyszek)

Go to Beatport.comGet These TracksAdd This Player

Album na Beatporcie
  komentarze: 6
Poniedziałek, 10 maja
Martin Buttrich 'Crash Test' - rozwiązanie konkursu

Martin Buttrich – Crash Test
(Desolat)


http://www.artistalife.com/wp-content/themes/wp_alife/images/MArtinButtrich.jpg

Po wielu latach w cieniu Buttrich nareszcie zdecydował się na własny album, który ma pokazać światu, jak wybitny z niego producent. Czy faktycznie na „Crash Test” Martin pokazał wszystkie swoje możliwości? Wszystkie, poza jedną – chwytliwości „Huntera” tu nie uświadczycie. Album zaczyna się bardzo głęboko – „Tripping in the 16th” to wolny, nu-jazzowy deep house, z delikatnym saksofonem i kobiecymi szeptami. Polecamy też „I’m Going There One Day” (subtelny groove, trąbka, pomysłowo wplecione odgłosy dzieci); „Hoochie Mama” (deepowe space boogie z westernowym klimatem); utwór numer 5 czaruje nas trancującym intrem i stylistyką bliską dokonaniom Gui’a Boratto, kolejny „Song Six” to porywający housowy groove, ozdobiony unoszącymi padami syntezatora, głowa rusza się sama…

Ostatnia część albumu to powrót do otulających, deeepowych beatów (najbardziej wyrazisty wydaje się być „You Must Be This High”), które zapraszają nas prosto w otchłań pełną dość mrocznej i jednak wycofanej elektroniki tanecznej. Reasumując „Crast Test” może czasem nie okazać się wielkim wydarzeniem, czegoś tej płycie ewidentnie brakuje. A może to tylko ja oczekiwałem nie wiadomo czego? Zakładałem, że ktoś taki jak Buttrich nagra album genialny od pierwszej do ostatniej nuty, tymczasem do tego celu brakuje dużo. Co nie zmienia faktu, że musicie tej płyty posłuchać, co najmniej połowa tego materiału to rzeczy ponadprzeciętne.

8/10 (Marcin Żyski)

Rozwiązanie konkursu:

Płytę otrzymuje:
~jakub.szczesniak88@tlen.pl

Gratulujemy i życzymy miłego słuchania!


Enough Love To Hate It
  komentarze: 25
Środa, 14 kwietnia
Ripperton sentymentalny, lecz nie ckliwy

Ripperton – Niwa
(Green)


http://i1.soundcloud.com/artworks-000000906926-yifm6a-crop.jpg

Wydaje się, że po zeszłorocznym lawinowym skoku popularności Green na fali sukcesu Jorisa Voorna dokładnie takiego albumu potrzebowała ta holenderska oficyna. Stonowanego, ale nie bez wyrazu. Sentymentalnego, lecz nie ckliwego. Momentami jest może zbyt rozmyty, nieuchwytny, bo choć Ripperton żongluje stylistyką, to szczególnie nie poświęca się zintensyfikowaniu budowanego klimatu. Właściwa detroit motoryka pojawia się tylko na krótko („Ecotone”), przez co zapewnienia autora o syntezie różnorodnych dźwięków, których symbolem miał  być tytułowy ogród, są mimo wszystko zbyt optymistyczne. W ujmującej elektronice o łagodnym tonie szwajcarski muzyk porusza się jednak z nieopisaną lekkością, co w kilku minutach streścił w epickim „The Sandbox”. Dlatego też „Niwa” to zarówno wyczerpujące podsumowanie jego dotychczasowej kariery, jak i ekscytująca przepustka w nieznane.

9/10 (Hubert Maćkowiak)


The Sandbox
  komentarze: 1
Wtorek, 13 kwietnia
Album tygodnia (do wygrania): Novika 'Lovefinder'

Ta płyta światło dzienne ujrzała już kilka tygodni temu, ale w cyklu „Album tygodnia” w pierwszej kolejności postanowiliśmy przedstawiać Wam albumy rodzimej produkcji, które ukazały się jak dotąd w tym roku, więc nie można zapomnieć o przesympatycznej propozycji Noviki. To muzyka taneczna dla dorosłych, na pewno nie na głośne imprezy z szybką i mocną muzyką, więc  tym bardziej pasuje na polski refleksyjny tydzień. Oto nasza recenzja:

Novika – Lovefinder
(Kayax)


 

Nigdy dotąd nie słuchałem Noviki z taką przyjemnością. Może się starzeję, bo „Lovefinder” to dojrzały materiał wycelowany w kulturalne gusta trzydziestolatków z dużych miast. Elektroniczne beaty są leciutkie jak piórko, aranżacje momentami zachwycające – słychać wprawne dłonie kilku wybitnych polskich producentów, w tym mistrza studyjnej konsolety Bogdana Kondrackiego (wystrzelił dzięki albumom Anii Dąbrowskiej). Doskonale wypadają również numery nagrane przez dużo młodszych: Emade i Maximiliana Skibę, który po przygodach z podziemnym disco pewnie już zagrzeje sobie miejsce w mainstreamie. Jego „Lovefinder” i „Strangers” to jedne z najmocniejszych punktów płyty. Większość kawałków oparta jest o stricte taneczne rytmy, choć trudno tu mówić o parkietowych killerach, chyba że mówimy o imprezie, gdzie utwory Noviki miksowane byłyby z trackami Roisin Murphy czy Goldfrapp. Udany krążek, trzy kwadranse dla ceniących sobie elektronikę w wersji subtelnej.

8/10 (Jarek Janiszewski)

P.S. Mamy dla Was jeden egzemplarz tego krążka, wylosujemy go wśród wszystkich, którzy napiszą co myślą o takiej muzyce i czy wyobrażają sobie zabawę przy takich dźwiękach.


Miss Mood
  komentarze: 17
wpisów na blogu: 37 1 2 3 4

Magda: jestem Polką!

O Magdzie i innych światowej sławy artystach z polskimi korzeniami.

Festiwalowe szaleństwo 2010

Najlepsze klubowe wydarzenia tegorocznego lata w Polsce i na świecie.

Faithless

Ekskluzywny wywiad z Maxi Jazz dla polskiego DJ Maga

Powrót do Detroit

Historia gatunku od którego prawdopodobnie wszystko się zaczęło.

Gdzie jest najwięcej dobrych klubów?

Kraków

Wrocław

Trójmiasto

Warszawa

Poznań